Castle Point & Lake FerryNa zaledwie kilka dni przed odlotem raczej ciężko było spodziewać się jeszcze jakiś fanaberii ze strony bogów fotografii. Było bowiem już właściwie wszystko, co mogłem sobie wymarzyć: pociągi, statki i samoloty, sielskie obrazki i metropolie, dżungla, pustynia i wodospady, fiordy, wulkany i piekielne gorące źródła… Słowem – wszystko wiele z tego, czego jeszcze w życiu mi nie było dane widzieć. Czego jeszcze chcieć?? Ano.. VOILA! Witam w miejscu, które urzeka w ułamku sekundy, a wrażenie pozostawia na długie miesiące. A imię jego Castle Point.


More Photos

PoriruaJak mówi przysłowie, “gdy czas Cię nagli, pokaż wszystkim ptaka”. Nie wiem co to za przysłowie, ani też jaki jest jego sens… niemniej jednak, w związku z faktem, iż czas był najwyższy i nieubłaganie dobiegał końca, postanowiłem zastosować się do niniejszego przesłania w pełni. Tym samym, meine Damen und Herren, staropolskim zwyczajem herzlich willkommen… in Porirua… i w rezerwacie ptaków.


More Photos

Blue MountainsZa siedmioma górami, za siedmioma rzekami (czyli jakieś 100 km na wschód od Sydney) leży niewielka, siedmiotysięczna osada zwana Katoomba. Poza faktem, iż jest ona zimową stolicą Polski Australii, to posiada jeszcze jeden, istotny przymiot – leży na terenie określanym mianem Gór Błękitnych (Blue Mountains). Przedstawiam Wam krótki fotoreportaż z miejsca, gdzie zawsze czasami świeci słońce, zieleń zmienia się w niebieski, a mieszkańcy Sydney, w środku lata, po raz drugi obchodzą Boże Narodzenie.

More Photos

Sydney50 dni od momentu, gdy wróciłem do kraju, przedstawiam Wam walentynkową sesję z miasta charakteryzowanego przy pomocy wizerunku dwóch budowli… Najbardziej najcharakterystyczniejszej opery na świecie i najbardziej najmożliwiej skomponowanego z nią mostu stalowego. Krótko mówiąc – Opera House oraz Harbour Bridge witają Was w Sydney.

More Photos

PictonNo cóż… przyszedł czas, gdy jedyne co się ciśnie na usta, to “Czerwone maki spod Monte Cassino” albo “Chryzantemy złociste”. Tudzież inny szlagier z cyklu “o tym co nie wróci”… przynajmniej na razie. Polska, podobnie jak dwa miesiące wcześniej Wellington, przywitała mnie nieprawdopodobnym słońcem. Tym samym opowieści o srogiej zimie i temperaturach bliskich zera absolutnego postanowiłem między bajki włożyć. Tym jednak, którym nadal zimno, dedykuję krótki fotoreportaż z miejsca, gdzie cykady zakłócają przebieg fal mózgowych, kolory zielony i niebieski przyjmują wszelkie możliwe odcienie, a słońce momentami nie zna litości.

More Photos

WaitomoJechaliśmy już na północ przy okazji wyjazdu do Rotorua. Teraz pojedziemy dla odmiany na… północ. Waitomo Caves… Mekka wszystkich Kiwaczków chcących poznać swój kraj. Miejsce oferujące im niezapomniane wrażenia i widoki zapierające dech w piersiach… za jedyne 150 papierów. A dla przeciętnego Polaka?? Jak widziałeś Wieliczkę, to niewiele Cię już może pod ziemią zaskoczyć. 1000km na drugi koniec wyspy żeby obejrzeć stalagmity i stalaktyty uznałbym za absolutne marnotrawstwo czasu, gdyby nie Glowing Worms. More Photos

Nie wiem co tym kieruje, ale dziwnie sie składa, że gdziekolwiek nie pojadę, to okazuje się, że doba ma w sumie 24 godziny. Ni mniej, ni więcej. To tak jak z aksjomatami Bałtroczyka, a zwłaszcza tym, który mówi, że “niby każdy wie, że flaszka musi sie kiedyś skończyć, ale i tak zawsze jest to zaskoczeniem”… Zaskoczeniem za to dla Was będzie pewnie informacja, że osławione tutaj Wellington posiada (uwaga!!) tzw. okolice… Kilka fotek i zaraz wrzucam kolejny post i kolejny etap podróży.

More Photos

Rotorua, Desert Road, Lake Taupo

Dziennik pokładowy. Czas świetlny 9.1.7-9.1.8. Ruszyliśmy na podbój galaktyki… skończyło sie na zapachu siarkowodoru i upale z piekła rodem. Skromny, nie-w-pełni-oddający-uroki  reportaż z miejsca, do którego prowadzi prawdopodobbnie najlepsze piwo najpiękniejsza droga na świecie – autostrada stanowa nr 1. Po drodze ogromne jezioro Taupo oraz to, co moim zdaniem najpiękniejsze – Desert Road… z dwoma wulkanami w tle. Do tego niezapomniane Huka Falls i… szkoda gadać. Zapraszam i polecam. Wszystko za jedyne 19.99 (+vat). More Photos

WellingtonW Nowy Rok, po 30 godzinach lotu, moja  podróż na antypody dobiegła konca. Radość była tym większa, że wraz ze mną dotarł mój bagaż. Jeszcze tylko wścipski nos celniczego labradora, pan w gumowych rękawiczkach i mym oczom ukazał się las krzyzy “nowy swiat”… i pierwszy jego element - Wellington.

Miasto przywitalo mnie słoncem. Jak się później okazało, słońcem jakiego tu nie mieli od 100lat… Jak mówi staroindianskie przysłowie – Gdzie Wujek Radek, tam i słoneczko… Podobno staromaoryskie przysłowie też tak mowi.. przynajmniej od teraz.  

More Photos

Mam czerwony nos, wielkie brzuszysko, ogromna torbę na ramieniu, mieszkam na końcu świata i nie używam polskich znaków… Nie, nie jestem św. Mikołajem… To znak, ze się opaliłem, opiłem i siedzę przed kompem, gdzie format klawiatury ustawiono na ”english”… w trzech słowach – WELCOME IN NEW ZEALAND!!.. No dobra… w czterech.

More Photos

Nadchodzi koniec roku… niby nie tajemnica, ale jednak warto to zauważyć. Wszędzie, gdzie tylko nie spojrzeć, aż po horyzont, wszyscy grzmią o podsumowaniach, retrospekcjach, autopsjach i innych końcach świata. Siłą rzeczy uznałem, że też mam co podsumowywać i postanowiłem temat (jako, że po raz pierwszy) zdeflorować. Zapraszam na krótką przechadzkę po smażalni ryb w Darłówku do wnętrza wulkanu Etna… czyli “co było i już nie wróci, ale i tak fajnie o tym czasem sobie przypomnieć”.

More Photos

Niejako na fali jesienno-letniej aury, postanowiłem wbrew wszystkiemu wybrać się do Pszczyny. Doszły mnie bowiem słuchy, że tam zaiste pięknie jest (składnia na styl Mistrza Jody). Zaiste!! Miasteczko w stylu, jaki lubię – ciasne, brukowane uliczki, zadbane (nie do przesady) kamienice, zieleń i graffiti na ścianach budynków. Słowem – szyć, nie umierać. More Photos