Pierwszy przymrozek, pierwsze słońce w kolorze czerwonym, pierwszy wiatr, który zamiast chłodzić przenika do głębi… pierwszy dzień listopada. Aura wczoraj rozpieszczała złotem, a jutro skarci bezwzględnym wiatrem. Ostatni akt jesieni, ostatnie słońce w roku i ostatnie liście na drzewach – dzień Wszystkich Świętych. Preludium zimy spędzane w zadumie.
|
Dziwny to dzień, gdy żywi czczą śmierć – kwia adają i znicze palą… Zmarłym jednak głosu odmawiają, a i sami w sercach chowają słowa niepowiedziane. |
Wychodząc z domu nie przypuszczałem, że fotografuję coś wyjątkowego… Jeden dzień, a właściwie noc wystarczyła, by rozpalone jesiennym słońcem liście odeszły w niebyt. Wielkie chwile potrafią trwać niebywale krótko – ulotna jest ich natura.
[...] Tymczasem pastor, drobny, zgarbiony, o łysej chwiejącej się głowie, coś mówił stojąc na górce rozgrzebanej, piaszczystej ziemi. Przysunąłem się bliżej, żeby go usłyszeć.
- Pochylmy się przed Bogiem, który zesłał nam tę śmierć – usłyszałem, jak mówił do kilkunastu zebranych na cmentarzyku osób, przytulonych do siebie, aby zmieścić się w cieniu wątłej akacji. – Podziękujmy mu za to, tak – podziękujmy. Śmierć bowiem uwalnia nas od naszych szkodliwych namiętności, od naszych śmiesznych ambicji i bezmyślnych dążeń. Czy wiecie, czym są wszystkie pragnienia, które tak nas rozpalają? Otóż – niczym, powiadam – niczym. Śmierć uderza nie tylko w tych, którzy umarli. Ona zarazem obnaża nicość żywych, przypomina im, że są prochem. Śmierć jest czymś wielkim, ponieważ jest wyrozumiałością i przebaczeniem. Widzi nasze ułomności, naszą krótkowzroczność, nasze grzechy, a jednak otwiera ramiona i przyjmuje wszystkich. Jest pobłażliwa, więc mimo nasze przewiny bierze nas do swojego królestwa, które jest wieczne i chce tylko jednego – abyśmy w nim byli!
Rozejrzałem się po ludziach. Czy ktoś z nich rozumiał słowa pastora? Stali wokół rozkopanego dołu, markotni i milczący, coraz to ocierając spocone, stare twarze….
Ryszard Kapuściński,Lapidarium IV
Świetne… prawdziwe…